Ostatnie wpisy
Krotoszyn (niem. Krotoschin). Dla mnie to miasto jest bardzo dużym zaskoczeniem - bo we wnętrzach kamienic tkwi tutaj sporo ciekawostek. Jednak na początek pokażę Wam detal dobrze znany - witraż będący wystrojem ratusza - a dokładniej klatki schodowej. Początek tego budynku datuje się na 1689 rok, jednak w latach 1898–1899 przechodził gruntowną przebudowę. Zapewne wtedy został wykonany witraż widoczny na zdjęciu, na co wskazuje jego forma. Drobną ciekawostką jest tutaj sygnatura: "Polichromia Poznań". Związana jest ona przypuszczalnie z renowacją witraża, która - jak wskazuje sygnatura - była przeprowadzona w 1938 roku (warto dodać, że firma ta działała w Poznaniu w latach 1912-1948). Czy w trakcie renowacji dokonano jakiś zmian w wyglądzie witraża, chociażby zacierające ślady związane z zaborami - trudno powiedzieć. Może ktoś z Was zna bardziej szczegółową historię i zechce się nią podzielić?

Krotoszyn. Ratusz. Witraż. Herb miasta. Polichromia Poznań.

Krotoszyn. Ratusz. Witraż. Herb miasta. Polichromia Poznań.

Zgorzelec (niem. Görlitz). Kolejny witraż znaleziony w Zgorzelcu. O innych możecie poczytać tutaj.

Zgorzelec. Kamienica. Witraż.

Kamienna Góra (niem. Landeshut). Wyprawa do tego miasta była przeze mnie planowana od 2 lat. W końcu jakiś czas temu udało się to zrealizować, choć było to dosyć karkołomne zadanie, chociażby ze względu na brak bezpośredniego dojazdu koleją. Na miejscu okazało się, że miasto kryje w sobie masę ciekawych wnętrz i nie raz będę je Wam pokazywał. Przygodę zaczynamy z posadzką - jedyną taką jaką widziałem podczas swoich podróży. Wzór jest złożony aż z 36 płytek!

Kamienna Góra. Kamienica. Klatka schodowa. Posadzka.

Kamienna Góra. Kamienica. Klatka schodowa. Posadzka.
Poznań (niem. Posen). Jeden z wielu przykładów ukrywania przez lata prawdziwego bogactwa kamienic. Ile jeszcze tego typu rzeczy wyjdzie podczas remontów? Ile z tego typu detali zostanie na powrót odnowionych? Ile tego typu detali zostało bezpowrotnie zniszczonych? Na te pytania odpowiedzi niestety nie znam...

Poznań. Odkrywki konserwatorskie. Kamienica. Wnętrze. Klatka schodowa. Malowidło.

Szczecinek (niem. Neustettin). To jak dla mnie najpiękniejszy secesyjny piec kaflowy jaki widziałem do tej pory. Dla takich detali warto przemierzać całą Polskę! A może w Waszych domach znajdują się podobne cuda i chcielibyście się nimi pochwalić?
Szczecinek. Secesja. Piec kaflowy z pejzażem.

Szczecinek. Secesja. Piec kaflowy z pejzażem.

Szczecinek. Secesja. Piec kaflowy z pejzażem.

Kielce. Piece kaflowe poza muzeami rzadko się widuje. Tym bardziej się cieszę, że mogę je Wam pokazywać - takie piece ze zwykłych wnętrz. 

Kilka innych przykładów pieców kaflowych znajdziecie tutaj.

Kielce. Piec kaflowy w kamienicy.

Kielce. Piec kaflowy w kamienicy.

Szczecin (niem. Stettin). Dzisiejsza notka będzie odmienna niż pozostałe na Klatkowcu. Tak jak w poprzednim wpisie wspominałem - wczoraj Klatkowiec zagościł w Szczecinie. Główne 2 cele wyjazdu zostały osiągnięte. Uśmiech na twarzy pojawiał się tego dnia na twarzy Klatkowca kilka razy. W końcu po to Klatkowiec jeździ - by ten uśmiech się pojawiał jak najczęściej. Dzień należał do męczących - po wielu godzinach na nogach - przyszło zasiąść w pociągu do Poznania. Pociąg ładny, niskopodłogowy, klimatyzowany. Wybija 18:25, słychać zapowiedź obsługi pociągu - 87306 gotów do odjazdu. Pociąg rusza...po chwili jednak czuć bardzo silne hamowanie. Pociąg staje, słychać rozmowy obsługi pociągu - coś się stało na torach. Po kilku minutach okazuje się, że na tory weszła pewna starsza pani, ubrana w same majtki i stanik. Niestety do owej pani chyba nie dotarła informacja o tym, że przechodzi przez tory kolejowe (pani była pijana). Pech chciał, że pociąg nieznacznie przyhaczył panią. Obrażeń większych brak....jednak załoga pociągu podejmuje decyzję o wszczęciu procedury. Od tego momentu pociąg 87306 stoi. I to stoi tak feralnie, iż blokuje cały ruch do i ze stacji Szczecin Główny. Po 40 minutach od zdarzenia pojawia się pogotowie oraz Służba Ochrony Kolei. Spisują zeznania, zabierają panią w odpowiednie miejsce i odjeżdżają. Słychać komunikat od dyżurnej ruchu - można jechać. Zostaje wydany komunikat: 87306 gotów do odjazdu. Pociąg rusza. Pokonuje 100 metrów i słychać komunikat - odwołanie zgody na dalsza jazdę. Okazuje się, że na miejsce musi przyjechać policja (nasza wspaniała policja). Panowie policjanci mają jednak problem ze znalezieniem pociągu (tak trudno go przecież odnaleźć we własnym mieście). Na miejsce przybywają po około 40 minutach od odjazdu karetki. Niestety  - panowie potraktowali zdarzenie - jak wypadek śmiertelny. Kolejne minuty mijają. W tym czasie wznowiono jednie częściowo ruch do stacji Szczecin Główny. Po kolejnych kilku minutach przejeżdża kolejny patrol - prawie potrącony przez pociąg TLK jadący do Szczecina... Wchodzą do pociągu...słychać komentarze załogi pociągu o całej sytuacji (przez grzeczność nie zacytuję...). Przyjazd 2 ekip to za mało. Pociąg musi nadal stać (i inne na stacji Szczecin Główny), bo nie ma ekipy z aparatem fotograficznym (buahaha - w dobie komórek). Niebywałe - łącznie przyjechały 3 albo 4 patrole. Całość zdarzenia zakończyła się po 2 godzinach. W tym miejscu każdy dalej sobie skomentuje zaistniałą sytuację, a ja osobiście dedykuję panom policjantom 2 mądre sowy, które można znaleźć na klatce jednej ze szczecińskich kamienic. 

Szczecin. Kafel. Sowa.

Szczecin (niem. Stettin). Takie znaleziska są na wagę złota.  Tutaj mamy do czynienia z kaflem wytworzonym właśnie w Szczecinie. Jeżeli dobrze widzę widnieje tutaj napis: "Palman & Keltz". Warto także zwrócić uwagę na niemiecki adres firmy: Stettin König-Albertstrasse 43 (obecnie ulica Śląska). Sam kafel stanowił element wyposażenia danego sklepu mięsnego. PS. Trzymajcie kciuki za jutrzejszą wyprawę Klatkowca do Szczecina!

Szczecin. Przedwojenny sklep mięsny. Kafel. Palman & Keltz Stettin.

Grudziądz (niem. Graudenz). Był maj, Anno Domini 2017. Maj miał przynieść wyjazd do Krakowa. Maj jednak okazał się kapryśny pod wieloma względami. Takim oto zrządzeniem losu - zamiast w deszczowym Krakowie - znalazłem się ponownie w Grudziądzu (i było słonecznie). Oczywiście sfotografowanie tego detalu nie było celem wycieczki. Jednak dzięki ogromnej uprzejmości właściciela mieszkania mogę Wam tak piękny i rzadko pokazywany element wyposażenia  zaprezentować. Każdy sobie pomyśli - kaloryfer, jak kaloryfer, ale jednak z takimi zdobieniami teraz już się takich nie robi.

Grudziądz. Kamienica. Wnętrze. Secesja. Kaloryfer.

Grudziądz. Kamienica. Wnętrze. Secesja. Kaloryfer.

Kraków. Takiego odkrycia w Krakowie Klatkowiec się nie spodziewał. Ogólnie wzory kafli jakie pojawiają się na terenach dawnej Galicji są odmienne od tych z innych zaborów - za zwyczaj bardziej proste. Tutaj jednak na 100% kafle są wyprodukowane w jednej z fabryk niemieckich. Bardzo podobne kafle z nenufarami można znaleźć także w Poznaniu.


Łódź. Secesja jakiej mało - istna jej kwintesencja! A to tylko zwykła kamienica i to tylko szybka nad drzwiami wejściowymi do mieszkania. Ot sobie szybka... To właśnie takie rzeczy sprawiają, że Klatkowiec nadal jeździ po Polsce i poszukuje. Przy okazji - Klatkowiec z chęcią poopowiada o takich znaleziskach na żywo, więc jak organizujesz jakieś wydarzenie, to napisz do Klatkowca - może i w Twoim mieście się pojawi :)

Kamienica. Secesja.

Świdnica (niem. Schweidnitz). Takich cudów w mieście tej wielkości jak Świdnica się nie spodziewałem. Tym większe podziękowania dla informatorki :) Jak widzicie zachowała się w tym mieście winda (co prawda nieczynna, ale jednak coś się ostało). Na wejściu do niej widnieją 2 oryginalne tabliczki z których można dowiedzieć się, że wyprodukowana została w firmie J. Schammel z Wrocławia (niem. Breslau) w 1913 roku. W sumie to jedna pozostałość po tej firmie jaką widziałem do tej pory w kamienicach (podobno firma ta kiedyś produkowała także magle).

Świdnica. Kamienica. Wnętrze. Klatka schodowa. Przedwojenna winda. J. Schammel Breslau.

Świdnica. Kamienica. Wnętrze. Klatka schodowa. Przedwojenna winda. J. Schammel Breslau.

Gliwice (niem. Gleiwitz). Rzecz iście unikalna - przedwojenna tapeta. Jeszcze bardziej unikalna z innego powodu - bo idealnie widać, jak wyglądała przed zamalowaniem farbą, a to ze względu na to, że akurat w tym fragmencie brakowało listewki. Takich tapet we wnętrzach klatek schodowych jest jak na lekarstwo - widziałem ich dosłownie kilkanaście w całej Polsce.

Gliwice. Kamienica. Klatka schodowa. Przedwojenna tapeta.

Bydgoszcz (niem. Bromberg). Takie miasto niedoceniane przez pasjonatów architektury wnętrz. I błąd - o czym nie raz się przekonałem! Przed wami fragment secesyjnego malowidła (tym razem z postacią wędkarza), jakie można zobaczyć na suficie jednej z setek klatek schodowych w tym mieście. O innych tego tupu znaleziskach wspominałem także tutaj, tutaj, tutaj i tutaj. A jest ich o wiele więcej i na pewno do nich jeszcze powrócę.

Bydgoszcz. Secesja. Klatka schodowa. Kamienica. Art nouveau. Malowidło z wędkarzem.

Bytom (niem. Beuthen). Na punkcie przedwojennych sklepów mięsnych w sumie można rzec śmiało - mam "świzia". Udało się ich odnaleźć i sfotografować około 50-ciu, ale to na pewno nie koniec. Oto przed Wami kolejne takie wnętrze na łamach Klatkowca. Tym razem mowy o laniu się krwi i rzucaniu mięsem nie będzie. Będzie to rzeźnik w wersji vege zgodnie z duchem lat. Jak widać na zdjęciach odsłonięta jest tylko i wyłącznie dolna okładzina. Góra została zasłonięta tapetą, jednak w dwóch miejscach przyuważyłem wystające spod niej płytki - jedna z nich została wprawiona jako uzupełnienie tej dolnej okładziny. Dla przypomnienia - takie same płytki pokazywałem w sklepie w Ostrowie Wielkopolskim, o czym pisałem tutaj.

Bytom. Kamienica. Przedwojenne wnętrze sklepu rzeźnickiego z oryginalnymi kaflami.

Bytom. Kamienica. Przedwojenne wnętrze sklepu rzeźnickiego z oryginalnymi kaflami.

Lublin. Mówiąc o posadzkach nie można zapomnieć o jednym z głównych ich producentów, czyli firmie Dziewulski i Lange z siedzibą w Opocznie. Sygnałem rozpoznawczym firmy jest gwiazda z kropką w środku - często mylona z symboliką żydowską.

Lublin. Posadzka. Dziewulski i Lange Opoczno.

Warszawa. Zdjęcie dosłownie świeżutkie, bo dosłownie sprzed kilku dni - tak - Klatkowiec nawiedził stolicę. Jak już nawiedził, to przy okazji natrafił na posadzkę z sygnaturą: Joseph Szpak Varsovie. Urokliwe :)

Warszawa. Przedwojenna posadzka z sygnaturą zakładu Joseph Szpak Varsovie.

Kraków. Jest to jedno z nielicznych miast, gdzie można spotkać w świeckich obiektach detale związane z kultem religijnym. Oto jeden z takich przykładów umieszczony w tzw. nadświetlu, czyli w przestrzeni nad drzwiami wejściowymi do kamienicy. Sam witraż pochodzi z pracowni S. G. Żeleńskiego, o której już kilka razy wspominałem na łamach Klatkowca. Wykonany został w 1937 roku.


Ziębice (niem. Münsterberg). Symbolika przedstawiona na tym przedwojennym witrażu jest wręcz ujmująca, a związana jest z instytucją miejskiej kasy oszczędnościowej. Jak widać od najmłodszych lat mają nas w swojej opiece... Do serii tych witraży jeszcze na łamach Klatkowca postaram się powrócić.

Ziębice. Przedwojenny witraż.


Jawor (niem. Jauer). Jak kiedyś wypatrzyłem w internecie zdjęcie tych kafli pomyślałem sobie, że i ja powinienem je odnaleźć. Od myśli do realizacji czas był wyjątkowo długi - bo ponad 2 lata, ale jednak się udało. Jak dla mnie jest to jeden z najpiękniejszych wzorów secesyjnych kafli jakie widziałem w polskich miastach. O podobnych kaflach wspominałem także w jednym z wpisów ze Słupska.

Jawor. Kamienica. Secesja. Kafel.

Łódź. Cały czas na łamach Klatkowca wspominam, że o windach, szczególnie tych przedwojennych, mówi się niewiele. O tych z Łodzi mówi się jeszcze mniej. Dzisiaj pierwsza z nich - wyprodukowana w firmie Romana Groniowskiego w Warszawie. Sama firma istniała od 1902 roku jako Warszawska Fabryka Dźwigów "Flohr", natomiast w 1923 roku została nabyta przez Romana Groniowskiego. Spółką akcyjną stała się dopiero w 1931, stąd wiemy, że przedstawiana winda pochodzi z późniejszego okresu. Samo urządzenie obecnie jest wyłączone z eksploatacji, jednak oryginalna kabina nadal tkwi w szybie windowym. Zaglądając przez szybkę widać, że jest w całości drewniana z rozkładaną ławeczką na 1 osobę.

Łódź. Przedwojenna winda z ławeczką wyprodukowana przez firmę Romana Groniowskiego z Warszawy.

Łódź. Przedwojenna winda z ławeczką wyprodukowana przez firmę Romana Groniowskiego z Warszawy.

Koźmin Wielkopolski (niem. Koschmin). Oto kolejne miasto na mapie Klatkowca. Na jednym z budynków zachowała się przepiękna przedwojenna reklama malarza z następującym napisem: Paul Bartsch Malermeister. Jest to na prawdę genialna pamiątka po dawnych czasach.

Koźmin Wielkopolski. Poniemiecka reklama.

Koźmin Wielkopolski. Poniemiecka reklama.

Wrocław (niem. Breslau). Pomyślicie sobie - co ja Wam tutaj pokazuję. Witraż, jak witraż. Jednak spotkanie takowych we Wrocławiu naprawdę graniczy z cudem. Jest ich zapewne kilkanaście - na tysiące kamienic, jakie są w tym mieście. Tak więc pokazuję jeden z takich witraży, który ocalał i do którego udało się dotrzeć, dzięki dużej uprzejmości mieszkańców, którzy nawet chcieli mnie poczęstować herbatą - niezwykle to miłe.

Wrocław. Kamienica. Klatka schodowa. Witraż.

Zbąszyń (niem. Bentschen). Zdjęcie z domysłami:
1) witraż, czy nie witraż - odpowiedź - witraż, ale zamurowany, więc to już taki półwitraż ;)
2) przed wojną w Zbąszyniu istniała dosyć znana pracownia witraży sygnowana B. Mocznay. Wykonywała m. in. witraże do łódzkich willi. Czy zatem ten witraż pochodzi z tej pracowni?
3) cyrkiel i ekierka - czy zatem witraż ten związany jest z lożą masońską? Być może, choć symbole te były także używane przez architektów.
Ot jedno zdjęcie, jeden detal i ile domysłów.

Zbąszyń. Witraż z cyrklem i ekierką.

Inowrocław (niem. Hohensalza). Ostatni wpis był z Wrocławia, tak więc dzisiaj będzie Ino-Wrocław. Miasto bogate w zabudowę z końca XIX wieku. Ze względu na przyhamowanie rozwoju w XX wieku - nie pojawia się tutaj praktycznie secesja. Tak więc pokazuję Wam takie oto wnętrze z końca XIX wieku - z zachowaną oryginalną stolarką drzwiową, czy chociażby częściowo zachowanymi tralkami. Znalazło się także miejsce na świetlik. 

Inowrocław. Kamienica. Wnętrze. Klatka schodowa.

Wrocław (niem. Breslau). Czasami podczas podróży po klatkach schodowych przypomina mi się jeden z utworów zespołu Klaus Mitffoch, który z resztą w swojej genezie odnosi się właśnie do Wrocławia:

Ciemnych przejść
Późnych pór
Zakamarków, schodów, wind
Baru Park
Końca tras
Brudnych ulic gdzie jest mrok

Strzeż się tych miejsc
Strzeż się tych miejsc

Tu nie wolno głośno śmiać się
I za dobre mieć ubranie
Strzeż się

Tutaj ludzie złych profesji
Mają swoje oceany
Śmierć im podpowiada przyszłość
I co noc, co noc z nich drwi

Strzeż się tych miejsc 

Wrocław. Klatka schodowa ze świetlikiem.
Kraków. O witrażach w Krakowie mówi się wiele, o kaflach podobnie, trochę także mówi się o windach. O malowidłach w krakowskich kamienicach praktycznie nic się nie mówi. To co możemy spotkać na obszarze dawnej Galicji jest pewną mieszanką architektury z dawnego zaboru pruskiego i rosyjskiego. Tutaj, jeżeli chodzi o malowidła, właściwie nie ma zasady - występują one zarówno bezpośrednio po wejściu do kamienicy, jak także i na górnych jej kondygnacjach, co widać na poniższym przykładzie. Oto pęknie zdobiony sufit z widocznymi różnymi ptakami.

Kraków. Kamienica. Wnętrze. Klatka schodowa. Malowany sufit w kamienicy.

Kraków. Kamienica. Wnętrze. Klatka schodowa. Malowany sufit w kamienicy.

Radom. Taki oto detal - mocno ukryty przed światem. Dosłownie ukryty - fotografowany przez szybę zamkniętej sieni klatki schodowej. Czy warto było się silić? Na pewno tak! Krótki komentarz do zdjęcia:idzie wiosna, kwitną bzy...a Radom wszystkim pasjonatom kamienic jak zawsze polecam - kopalnia pełna skarbów - do odkrywania nie tylko na wiosnę.

Radom. Kamienica. Klatka schodowa. Malowidło na suficie z kwitnącym bzem.

Września (niem. Wreschen). Na koniec pobytu - jakże krótkiego - we Wrześni dotarłem do klatki schodowej z malowidłami. Pragnę Wam pokazać w szczególności jedno z nich - to, które jest dla mnie najcenniejsze. Oto malowidło przedstawiające krajobraz. To mieszkańcy kamienicy zwrócili mi uwagę (wstyd, że samemu na to nie wpadłem, a widok ten znam bardzo dobrze), iż widać na nim panoramę Pyzdr. Jest to niewielkie miasto, mające około 3 tys. mieszkańców, położone 20 km od Wrześni. Najbardziej znanym i charakterystycznym widokiem jest tutaj przepiękna panorama miasta widziana z drugiego brzegu Warty. W tle widoczna wieża kościoła farnego. Zawsze będę powtarzał, że najcenniejsze są znaleziska świadczące o charakterze najbliższej okolicy.

PS. Może ktoś z Was byłby chętny na wspólne wyjazdy z Klatkowcem w poszukiwaniu tego typu znalezisk? Jeżeli tak, to śmiało piszcie :)

Września. Kamienica. Klatka schodowa z malowidłem. Panorama Pyzdr.

Września. Kamienica. Klatka schodowa z malowidłem. Panorama Pyzdr.

Wałbrzych (niem. Waldenburg). Długo by pisać o tegorocznej wyprawie do Wałbrzycha. Wiązałem z tą wyprawą spore nadzieje. Miasto niestety mocno mnie rozczarowało. Sam dzień był pochmurny, na koniec z kropiącym deszczem. Sobota, godzina 14:00 miasto opustoszało. Jedyny ruch jaki był na ulicach to relacje: dom - sklep spożywczy typu Żabka - dom. A w końcu miasto jest pięknie położone i ma spory potencjał...niestety jeszcze chyba bardzo mocno uśpiony (przynajmniej w mojej opinii). Jeżeli chodzi o wnętrza na prawdę mało ciekawostek w nich tkwi, a same wnętrza są bardzo trudno dostępne. Komentarzem do tego wszystkiego (lekko ironicznym) może być znaleziony na posadzce napis: "SeiGegrüst!", czyli bądź pozdrowiony (taka niemieckojęzyczna wersja napisu Salve, którą widziałem tutaj pierwszy raz w życiu).

Wałbrzych. Kamienica. Posadzka z niemieckim napisem.

Łódź. Kolejny wyjazd do Łodzi i kolejne znalezisko. Rzecz bardzo mocno ukryta - stąd też takie, a nie inne ujęcie. Oto przed Wami witraż z kwiatkami w doniczkach. Można by rzec, że to takie rozwiązanie dla leniwych sprzed 100 lat - obecnie po prostu można by postawić sztuczne kwiaty na parapecie i po sprawie, choć na witrażu osadza się mniej kurzu ;)

Łódź. Witraż z kwiatami w doniczkach.

Rakoniewice (niem. Rakwitz). Jest to jedno z najmniejszych miast w jakich był Klatkowiec w poszukiwaniu detali we wnętrzach kamienic - liczy zaledwie 3,5 tys. mieszkańców. Wizyta była z resztą kwestią kompletnego przypadku - a właściwie zbyt szybkiego zakończenia fotografowania w Grodzisku Wielkopolskim i brakiem pociągu do Poznania (natomiast akurat jechał szynobus w kierunku przeciwnym). Oczywiście w takich przypadkach ryzyko jest bardzo duże, zwłaszcza wiedząc o tym, że na całe miasto ma się zaledwie 1,5 godziny. Jednak i tutaj udało się natrafić na taki oto piękny okaz secesji w postaci witraża z motywami kwietnymi. Mam wrażenie - i to nieodparte - że takich detali w małych miastach właściwie nikt nie uwiecznia - a szkoda (ale przynajmniej mam prawie monopol ;)).


Katowice (niem. Kattowitz). Z Klatkowcem jest jak ze starą przedwojenną windą - czasami ma chwilowe przestoje w pisaniu do Was, ale zawsze da się go naprawić i wprawić w ruch. Dzisiaj więc kolejny wpis - ciekawostka. Windy są takim dobrem trochę niechcianym. Tych przedwojennych pozostało w Polsce już zaledwie kilkadziesiąt. Znalezienie takowej (i to jeszcze czynnej) jest dla mnie na wagę złota. Oczywiście w ich poszukiwaniu najlepiej jechać do Krakowa, jednak nie tylko tam się one pojawiają. Nie zawsze też, coś co wygląda na pierwszy rzut oka jak winda z czasów PRLu musi taką być. Tutaj jeden z takich przykładów, o czym świadczy listwa na wejściu do windy z napisem Wertheim - firmą mającą swoją siedzibę we Wiedniu (pisałem o niej także tutaj). Warto też zwrócić uwagę na ręcznie przesuwane drzwi, czy sposób oświetlenia okrągłą lampą. Zapewne przed kolejnymi remontami kabina windy była wyłożona ciemnym drewnem - obecnie została wyłożona jakże "estetyczną" okładziną "marmurkową".

Katowice. Przedwojenna winda firmy Wertheim Wien.

Katowice. Przedwojenna winda firmy Wertheim Wien.



Katowice. Przedwojenna winda firmy Wertheim Wien.
Tarnów. Klatkowiec zawsze lubi lokalne specjały - oto jeden z takich - posadzka z firmy Michała Mikosia, która miała swoją siedzibę właśnie w Tarnowie.

Tarnów. Kamienica. Posadzka. Michał Mikoś Tarnów.

Mysłowice (niem. Myslowitz). Mysłowice okazały się całkiem ciekawym miastem. Sporo rzeczy tutaj we wnętrzach tkwi i zapewne zobaczycie na łamach Klatkowca jeszcze kilka wpisów. Sam z resztą z chęcią bym jeszcze tu wrócił, by złowić jeszcze kilka ciekawostek, do których przy pierwszym pobycie nie dotarłem. Dla Klatkowca zawsze bardzo cenne są detale świadczące o historii danego regionu. Na Górnym Śląsku oczywiście będą to motywy związane z górnictwem, choć takiego czegoś w bramie się nie spodziewałem! Aż w głowie rozbrzmiewa mi piosenka zespołu Pogodno - Orkiestra.

Mysłowice. Kamienica. Klatka schodowa. Górnicy.

Białogard (niem. Belgard). Dumny jak paw! Choć wyraz twarzy ma bardziej zbliżony do Angry Birds.

Białogard. Kamienica. Detal architektoniczny. Paw.