Poznań (niem. Posen). Budowa zamku cesarskiego w Poznaniu zakończyła się w 1910 roku. Stanowi on ostatni zamek monarszy postawiony w Europie. Jego losy są trudne i skomplikowane. Sama budowla stanowiła pokaz potęgi zaborców - była najwyższym punktem w przedwojennym Poznaniu. Przez lata raz była w rękach niemieckich, a raz w polskich. W trakcie II wojny światowej w zamku przeprowadzono remont, szykując wnętrza na przybycie do Poznania Adolfa Hitlera. Przedstawiona na zdjęciu klatka schodowa prowadzi właśnie do przyszykowanego dla niego pokoju. W takich oto wnętrzach wygłoszony będzie mój niedzielny (18.09) wykład, na który Was serdecznie zapraszam. Start o godzinie 18:00. Szczegóły znajdziecie tutaj. Przed wykładem oczywiście Wszystkim polecam przespacerowanie się po tych wnętrzach.

Poznań. Centrum Kultury Zamek. Wnętrze. Klatka schodowa.

Poznań. Centrum Kultury Zamek. Wnętrze. Klatka schodowa.

Dzierżoniów (niem. Reichenbach im Eulengebirge). Detale na kamienicach - cóż - nie tak często je pokazuję. Jednak jak wypatrzyłem ten detal na secesyjnej kamienicy - pomyślałem sobie - muszę, po prostu muszę go Wam pokazać. Widać na nim przedwojenny aparat mieszkowy. No detal idealny dla mnie, jako pasjonata fotografii. Do tego butelka z alkoholem. Skąd w tytule wpisu pojawiły się kobiety musicie sami sobie odpowiedzieć :)

Dzierżoniów. Kamienica. Detal. Secesja, Aparat.

Toruń (niem. Thorn). Na dzisiaj mam dla Was mały detal z jakże pięknego Bydgoskiego Przedmieścia. To taka swoista kraina w kratę. Można tam odnaleźć sporo budowli tzw. muru pruskiego (niem. Fachwerk). W swoim kształcie budowle te są bardzo nietypowe. Szkoda tylko, że tego typu architektura jest mało doceniania i część z takich budowli w ostatnim czasie odchodzi bezpowrotnie z krajobrazu Torunia.

Toruń. Bydgoskie Przedmieście. Mur pruski. Fachwerk.

Katowice (niem. Kattowitz). Większą część tego dnia spędziłem w Mysłowicach. Trochę się bałem o ten wyjazd, bo zapowiedzi mówiły jasno - o 17:00 zacznie się ulewa. Faktycznie tak się stało. Gdy jadłem pizzę w jednej z knajpek - zerwał się wiatr, zrobiło się ciemno. Po kilku minutach z nieba poleciał deszcz, a niebo zaczęły rozświetlać błyskawice. Zatem decyzja jedna - ewakuacja. Biegusiem poleciałem na przystanek tramwaju linii nr 14, który pojawił się po 3 minutach (i dobrze, bo nie było wiaty na przystanku, a jedynym schronieniem było drzewo). Dojeżdżając do Szopienic przestało padać. Myślę sobie - ufff - dotrę w miarę suchy do mojej noclegowni w centrum Katowic. Wysiadłem na "moim" przystanku. Myślę sobie - nie pada - jest dobrze! Jeszcze małe zakupy i czas się zabunkrować w hotelu. Uszedłem może z 2 minuty i znów zaczyna padać. Niby niedaleko do sklepu, ale deszcz był zbyt mocny - uciekłem do jednej z nielicznych w tej okolicy przedwojennych klatek schodowych. Właśnie tej ze zdjęcia. Można by rzec - bez tej ulewy, byście tego miejsca na Klatkowcu nie zobaczyli. Spędziłem tam z 15 minut. Później już deszcz się uspokoił i w miarę suchą nogą dotarłem do hotelu. Taki to żywot Klatkowca...

Katowice. Kamienica. Klatka schodowa. Kafle.

Katowice. Kamienica. Klatka schodowa. Kafle.